piątek, 21 czerwca 2013

#69 Weekend na siodełku

Niedługo pierwsza, "wielka" (od czegoś trzeba zacząć) rowerowa wyprawa przede mną, więc trzeba trenować. W zeszły weekend, czyli 15-16 czerwca 2013 postanowiłem wybrać się na wycieczkę w kierunku północnym, do domu rodzinnego mojej wybranki serca.

W sobotę wyruszyłem chwilkę przed godziną 9. Po pożegnaniu z lubą i ujrzeniu strachu w jej oczach, że mnie nigdy więcej nie zobaczy usiadłem na siodełku, zatrzasnąłem bloki w pedałach i zacząłem kręcić. Pogoda na wycieczkę była super. Przynajmniej tak wydawało się na początku, gdy patrzyło się z perspektywy mieszkania, bo już po niecałym kilometrze postanowiłem ubrać bluzę. Niestety promienie słońca nie dawały radę silnemu wiatrowi i już na początku musiałem zmięknąć ;)


Po wyjeździe z Wrocławia w kierunku Szewc wiatr ustał i można się było rozkoszować czystym niebem i, co mnie szczególnie ucieszyło, małym ruchem. Trasę którą obrałem można obejrzeć poniżej:



Jechało mi się fajnie, nawierzchnia była dobra, a miejscami nawet bardzo dobra (Kotowice <-> Stary Dwór). Nie zabrakło oczywiście odcinków wśród drzew, jednak tam dziury nie były jakoś bardzo uciążliwe.  Co ciekawe bezpieczny dojazd do Wołowa jest możliwy dzięki wydzielonej drodze rowerowej, ale wjeżdżając do miasta już jej nie ma :( Najgorszy odcinek to okolice i ulice miejscowości Wińsko (na północ od Wołowa). Niestety, ale takich ubytków w nawierzchni nie pogardziłby dobry ser szwajcarski :( Zdecydowanie lepiej jedzie się tam na stojąco :-) Na szczęście to co później nas na trasie spotyka rekompensuje wszystkie wcześniejsze niedogodności. Odcinek pomiędzy Jemielnem a Różanami, w całości w lasku, po dobrym asfalcie pozwala na odpoczynek i relaks. Podczas tej części wyprawy nie spotkałem ani jednego (!) samochodu. Co gorsze nie spotkałem też żadnego rowerzysty, ani innego uczestnika ruchu. No, może poza wielkim trzmielem, który pędził w moją stronę (z naprzeciwka) i walnął w przednią lampkę. Lekko ogłuszony chciał mnie gonić, ale byłem szybszy ;-) Dalsza podróż przebiegała bez przeszkód, oprócz jednej, a mianowicie dopadł mnie brak prądu w telefonie. W porę się zorientowałem, wyłączyłem mobilny internet i przełączyłem się na sygnał 2G, co pewnie pozwoliło Endomondo zachować w całości przebieg trasy. Luba już wtedy wariowała, bo nie wiedziała co się dzieje i dlaczego punkcik na mapie się nie porusza ;-) Pod koniec dopada mnie ból w lewej pachwinie, ale przerzuciłem troszkę więcej ciężaru na prawą nogę i dałem radę. Lekko zmęczony docieram do mety, gdzie czeka już na mnie, pyszny wiejski obiad i chłodne piwko.

Dnia następnego postanowiłem wracać tą samą trasą, mimo tego, że miałem zaplanowane dwie inne. Powód był prosty - nie chciałem się co chwilę zatrzymywać i sprawdzać, w którą stronę teraz muszę skręcić. A tak, jeden mniej. Innym było to, że wyjechałem dopiero po godzinie 12 (niedzielny rosół trzeba zjeść :)). Największym problemem natomiast były wczorajsze kilometry w nogach i brak kurtki - zapomniałem jej wziąć z Wrocławia :) Dobrze, że dnia poprzedniego nie zdałem sobie z tego sprawy, w momencie gdyby zaczęło padać :) Trasa niby ta sama, ale to jak jechałem można zobaczyć poniżej:


Najbardziej męczące podjazdy to, wcześniej już wspomniane, ulice Wińska i jego okolice. Powrót bez większych przygód, poza tym, że stojąc na postoju (na polu) i spożywając bułę przyjechali właściciele i zaczęli załadowywać snopki siana. Aha, no i jeszcze pierwsza gleba w SPD-kach. Niestety niektórzy ludzie nie rozumieją po co jest droga dla rowerów i dlaczego nie jest fajnie jak stawia się tam swoje auto i przy nim majstruje. Na moje szczęście nic poza zdartym kolanem się nie stało. W tym dniu zdecydowanie większy ruch, czy to na odcinkach leśnych czy na drodze (tutaj to co chwilę mnie coś wyprzedało lub mijało). Również sporo rowerzystów, ale co się dziwić - piękna pogoda i lekki wiatr zdecydowanie uprzyjemniał wyprawę.

Parę zdjęć z wycieczki wrzucam poniżej. Niestety z powodu braku energii, naglącego czasu i szybkich postojów nie zrobiłem ich dużo (i tak większość trzaskałem z siodełka).


Wjazd do miasta, to i rowery nie są mile widziane...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz