Niedługo pierwsza, "wielka" (od czegoś trzeba zacząć) rowerowa wyprawa przede mną, więc trzeba trenować. W zeszły weekend, czyli 15-16 czerwca 2013 postanowiłem wybrać się na wycieczkę w kierunku północnym, do domu rodzinnego mojej wybranki serca.
W sobotę wyruszyłem chwilkę przed godziną 9. Po pożegnaniu z lubą i ujrzeniu strachu w jej oczach, że mnie nigdy więcej nie zobaczy usiadłem na siodełku, zatrzasnąłem bloki w pedałach i zacząłem kręcić. Pogoda na wycieczkę była super. Przynajmniej tak wydawało się na początku, gdy patrzyło się z perspektywy mieszkania, bo już po niecałym kilometrze postanowiłem ubrać bluzę. Niestety promienie słońca nie dawały radę silnemu wiatrowi i już na początku musiałem zmięknąć ;)