Kwiecień plecień, co przeplata, trochę zimy trocha lata.
9 stopni Celsjusza i padający bezustannie deszcz, rozmoczył, ubłotnił trasę Bikemaratonu Wrocław. Pojawiliśmy się tam w mega liczbie jako InsERT Team, łącznie 8 jeźdźców, w tym jedna niewiasta.
Było mokro zimno, ciężko niszcząco. Gościem specjalnym było błoto z kuzynami:
- błoto z piaskiem,
- błoto z trawą,
- błoto rozjechane,
- błoto z patykami,
- błoto wciągające,
- błoto szare,
- błoto ziemiste,
- błoto gęste,
- błoto z grudami,
- błoto ostateczne
i jeszcze wiele innych z tej rodziny oraz ciotka Największa Kałuża jaką w życiu przejechałem.
Mimo wymagającej licznej rodziny wyniki były takie, że można się pochwalić. Są na stronie Bikemaratonu.
To może parę fotek obrazujących rodzinę - bo jak wiadomo z rodziną dobrze wychodzi się na zdjęciach.
![]() |
| Było tłoczno. |
| Joanna zgromadziła dla nas mnóstwo punktów. |
| Kargul, podejdź no do płota jaki i ja podchodzę. |
| Pod koniec, jechało się w samotności. |
| Dobre samopoczucie było do końca. |
![]() |
| Szpanerska fota. |
![]() |
| Krzysiek W. - był najlepszy. |
![]() |
| Widać wyraźnie kto prowadzi. |




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz