Trasa była zwyczajna, już ją wielokrotnie przemierzyłem, w te i wewte.
Zrobiłem parę fotografii wielkoformatowych za pomocą mojego super telefonu, co robi zdjęcia jak modele sprzed lat.
I widok zza ramienia. Na drugim zdjęciu widać zagięcie czasoprzestrzeni.
Nieco się zaczęło ściemniać, nie przeszkadzało mi to tak bardzo jak wzrastające pragnienie.
Wtedy to, gdy z głośników jakie miałem zamontowane w uszach pod kaskiem doszło mnie złowieszcze wycie wilków jakiś, doznałe lśnienia, ze dziś dzień jest specjalny. Naprowadziła mnie na to pojawiające się tu i ówdzie przydrożna symbolika.
Wszystkiemu dodały smaczku wojskowe radary tkwiące w śmiertelnym bezruchu.
Na koniec, zupełnie już w ciemności zostałem w Zabrodziu tradycyjne obrzucony. Tym razem był to magiczny piach-pył z resztek śmiertelników, co tam przede mną stąpali.









