wtorek, 19 lipca 2011

#twenty four Endomondo Challenge Marcin P. VS Peshoo*

Dla tych, co się emocjonują sierpniową specjalną rywalizacją między dwoma tytanami roweru - prosty sposób śledzenia przyrostu KM.
Walka trwa!


niedziela, 17 lipca 2011

#twenty three Tour de Kudowa

Relacja z wyprawy Wrocław - Kudowa Zdrój w dniu 16.07.2011


Wyruszyliśmy o 7:23 z ulicy Wałbrzyskiej kierując się na krajową "5". Po niecałej godzinie zrobiliśmy sobie pierwszy postój w Rogowie Sobóckim na uzupełnienie płynów w bukłaki + poszły w ruch pierwsze w tym dniu napoje energetyzujące. Po 15 minutach postoju ruszyliśmy w drogę kierując się na Dzierżoniów gdzie po mniej więcej 30 km okazało się że jakimś dziwnym cudem znaleźliśmy się w Świdnicy i tam też był nasz drugi przystanek na wzmocnienie sił do dalszej jazdy.

Nadrabiając ponad 25 km wjechaliśmy na rynek Dzierżoniowski w poszukiwaniu sklepu rowerowego w którym mieliśmy kupić dętkę dla Marcina P., o mało spotykanym rozmiarze 26x 1.0. W rezultacie poszukiwań Marcin musiał kupić nową oponę z większą dętką.
Sklep, gdzie z miłą obsługą
otrzymaliśmy wsparcie techniczne
.
Po montażu nowej opony, zrobiliśmy sobie  (mnie) fotkę na ryneczku.
Odpoczynek po pierwszym podjeździe.

Kolejnym  przystankiem na trasie była Bielawa gdzie spotkaliśmy kilka ekip kolarskich. Bielawa, ostatnie metry łatwej i przyjemnej jazdy później zaczął się pot, krew i łzy przy 10 kilometrowym podjeździe w kierunku Nowej Rudy.






Po ponad półtora godzinnej męczarni dotarliśmy do Rudy w której dowiedzieliśmy  się że do Kudowy Zdrój pozostało jedyne 50 kilometrów, w tym dwa podjazdy, jeden 6 km i drugi 11km.


Po uzupełnieniu płynów i szybkiej regeneracji mięśni żelami pomarańczowymi ruszyliśmy zdobywać Karłów. Wpierw skosztowalismy rybkę z basenu, czyli klasyczne Pstrąg&chips.










Ostatni etap górski drugi podjazd Karłów, lżejszy ale dłuższy.


Finał wycieczki nastąpił w Kudowskim parku zdrojowym o godzinie 18:00 po przejechaniu blisko 150 kilometrów w czasie ogólnym 10 godzin i 37 min.





<Tekst bez autoryzacji>
"Tyle mi wyszło, pozmieniaj po swojemu i zredaguj bo ja pisać nie potrafię. Męcze się nad tym jak nad Karłowskim podjeździe 11 kilometrowym."

piątek, 15 lipca 2011

#twenty two Przed Kudową - przygotowanie

Aby komfortowo się jechało, w ramach małych przygotowań Ktm przeszedł skomplikowaną dwuetapową operację plastyczną. Tak to jest, przytył obżarłszy się błotem a teraz pora za to płacić. Wszystko dla ślicznej Kudowy.


Przednie koło
I komplet
Po tej zabawie jestem użytkownikiem Pięknej Kolarki.

Marcin K. w ramach przygotowań oprócz zwykłego pucowania roweru nabył plecak z bukłakiem, by w drodze toczyć płyn wprost do ust. Toczyli my wtedy bezpośrednio po 6 litrów na głowę - jak się okazało po przeliczeniu.



poniedziałek, 4 lipca 2011

#twenty one Z serii po pracy nr 3

Poniedziałek to dzień, w którym postanowiłem uzyskać zdecydowana przewagę w rywalizacji ja kontra Peshoo. W tym celu chciałem posiłkować sie obietnicą zwiedzenia drogi technicznej wzdłuż AOW, którą nieopatrznie złożyłem Krzyśkowi. Po ciężkiej pracy udałem się cały w skowronkach, aby zdobyć trasę , którą Krzysiek nadkładając kilometrów podąża do pracy. Łatwizna, miałem się tylko nie zgubić i z łatwością byłbym liderem.
Poszło jak z płatka.
Owa droga nie jest całkiem prosta, czasem biegnie po obydwu stronach AOW, i dzielą ją głębokie rowy kanalizacyjne  Objeżdżając taki rów wpadłem w błoto, było to takie błoto, że już potem nie  mogłem wpiąć butów w zatrzask. Co tam potem pojechałem drogą  donikąd , która prowadziła na wojskowe lotnisko i musiałem się wrocić.
Krotko jechałem drogą do Smolca a potem prułem już techniczną wzdłuż obwodnicy, przebyłem tory kolejowe i przez pole dojechałem do Zabrodzia od południa. Szczęśliwy zobaczyłem polną drogę w kukurydzy , która prowadziła wzdłuż AOW. Faktycznie źle wybralem jednak stronę po której maiłem jechać. Wyobraziłem sobie, ze wyląduję na drodze do Wałbrzycha, za autostradą i powrót umożliwi mi przewagę w rywalizacji z Peszem. Pojechałem.
Polna droga przy polu kukurydzy, które kończy się przy Auchanie straciła wymaganą twardość.
Pierwszy objaw był taki:


Nawet się trochę ucieszyłem, to pierwsze błotko przed Smolcem, to był pryszcz przy tym, co było teraz. Czułem, że przede mną na łuku autostrady czaiła się przygoda.
Przygoda w powiększeniu:

Ale chwilę później, gdy przebyłem łuk, i jak okiem sięgnąć widać było tylko błotnistą drogę oddzieloną od autostrady ciągnącą się w  nieskończoność siatką zrozumiałem, że przegapiłem zjazd/wjazd z autostrady na AOW. Powinienem był być teraz gdzie indziej.
Rower już od dawna nie jechał, ważył pewnie ze 25kg błota i ciągnąłem go za sobą. Tym razem przygoda mnie pokonała. Musiałem wrócić, ciągnąc rower, gdyż już od dawna nie jechał, nawet obłożny błotem zblokowany łańcuch nie chodził jak należy.



Nieco poźniej rower wyglądał jeszcze grubiej, ale nie miałem już jak robić zdjęć - za dużo błota na rękach.
Błoto spowodowało, że moje hamulce tarczowe przestały działać, więc wracałem do domu powoli rzucając w każdą stronę kawałkami błotnistej brei.
Po powrocie zafundowałem memu Kateemu kąpiel szlaufem.




Po kąpieli wygląda już lepiej, choć błoto zdarło mi lakier (niesamowite) z ramy nad tylnim kołem, a i hamulce wymagają opieki serwisanckiej.
Następnym razem pojadę z Krzyśkiem za przewodnika!

Ciekawe jak to będzie w Piechowicach, bo tam tez podobno nieźle padało w ubiegłym roku. Ja już mam za sobą przeprawę błotną.

piątek, 1 lipca 2011

#twenty Krótki przedsmak

Dla tych, którzy nie pojadą kibicować Krzyśkowi na Salzkammergut Trophy 2011, mały filmowy przedsmak tego jak wygląda dystans z jakim zmierzy się Krzysiek. Trasa naprawdę robi wrażenie.





Autor: Martin Supich